O mnie Stwardnienie rozsiane Jak pomoc dziekuje kontakt

Jestem zwyczajnym człowiekiem, takim jak wielu ludzi na ziemi. Oddycham, czuję, słyszę, uśmiecham się, wzruszam, płaczę, odczuwam ból. Już jako nastoletnia dziewczyna miałam swoje marzenia i pasje. Jedną z nich był taniec.
Pewnego dnia wszystko się zmieniło..

Od 16 roku życia, czyli od 1993 roku choruję na StwardnienieRozsiane
w skrócie SM, jednak o swojej chorobie dowiedziałam się kilka lat później. Jest to dziwna choroba, która atakuje ludzi w różnym wieku, bez żadnego ostrzeżenia
i przyczyny. Mnie dopadła i nie pozwoliła zrealizować wielu marzeń i planów. Pomału niszczy mój organizm od środka pchając na wózek inwalidzki. Wiem, że wiele osób powie nie poddawaj się, walcz, ale ja czasami nie mam już siły. Na początku po pierwszych objawach, czyli zdrętwieniu lewej ręki i twarzy tzw. rzucie, wizycie
u lekarza i kilku tabletkach (nawet nie wiedziałam, że były to sterydy-ENCORTON,
bo lekarz nie powiedział mi co podejrzewa) wszystko wróciło do normy i wg mnie było OK. Była to końcówka 3-klasy liceum więc wszystkie dolegliwości zrzucałam na stres przed zbliżającą się nieuchronnie maturą i ciężkie przedmioty w liceum. Miałam problemy z szybkim pisaniem, chodzeniem i bieganiem, toteż lekarz napisał mi zwolnienie z ćwiczeń gimnastycznych. On już wiedział co mi jest, bo wysłał mnie na rezonans magnetyczny (wtedy taki był tylko w Warszawie), który potwierdził jego przypuszczenia. Natomiast nic nie mówiły mi dziwne nazwy przy zdjęciu. Był to początek stycznia, a więc przygotowania do studniówki i końca 4-tej klasy w szkole średniej. Kolejne stresy szkolne i kolejny rzut - pozagałkowe zapalenie nerwu wzrokowego. Znów tabletki i na studniówkę można było iść i tańczyć do białego rana! Czas nieubłaganie biegł i nastała matura. Miałam tabletki, które zostały mi po ostatnim rzucie, więc gdy tylko czułam się trochę gorzej, łykałam je myśląc, że to jakiś cudowny lek, który mnie podnosi do pionu i tak dotrwałam do końca Liceum. Jako studia wybrałam Politechnikę Krakowską Wydział Ochrony Środowiska. Żyłam w „błogim stanie” niepewności co mi jest. Zaczęły się studia i I semestr na PK i znów m.in. zajęcia z aerobiku na w-f. Nie miałam sił ćwiczyć, więc poradzono mi iść do akademickiej przychodni i ze swoimi wynikami zgłosić się na komisję w celu zwolnienia z zajęć. Zwolnienie otrzymałam ale też skierowanie do przychodni, gdzie był lekarz rehabilitant, który nie owijając w bawełnę powiedział: ”no bo wie pani to jest stwardnienie rozsiane, więc ja proponuję wieczorne zabiegi na basenie…”

1 2

APEL

1.Jeżeli mają Państwo wolę, by przekazać darowiznę pieniężną na moje leczenie
i rehabilitację, bardzo proszę
o dokonywanie wpłat: [więcej]



2.Możecie Państwo również pomóc mi przekazując 1% podatku dochodowego na rzecz Fundacji,
w której posiadam subkonto: [więcej]