O mnie Stwardnienie rozsiane Jak pomoc dziekuje kontakt

W tym momencie zawalił mi się cały mój świat, bo przypadkiem w czasie wakacji oglądałam film o kobiecie chorej na SM i wiedziałam co ta paskudna choroba może zrobić z człowiekiem! Owszem, płakałam jak usłyszałam tę diagnozę, ale szybko wytarłam łzy i z jeszcze większym zapałem wzięłam się do nauki. Dalej zgrywałam przed całym światem twardą, nieugiętą i silną. Nie uwierzycie, ale niejako pomagała mi w tym ...PARASOLKA, którą możecie dostrzec na mojej stronie. Czasem śmiano się ze mnie, że nie podbiegam do odjeżdżającego autobusu albo idę wolnym krokiem. Jednak owa parasolka przez pewien czas służyła mi za laskę, była moją zakamuflowaną podporą, przyjacielem. Może to dziwne, ale właśnie dzięki wierze i silnemu stresowi byłam w stanie pokonywać przeszkody. Od października zamiast zrzucić kilka ciężarów z barków, jeszcze dołożyłam ich sobie, zapisując się na drugą uczelnię - Wyższą Szkołę Zarządzania i Bankowości i wydawało mi się, że dam radę. Niestety nie dałam. Musiałam pożegnać się z Polibudą i poznanymi tam osobami i spokojnie studiować na jednej uczelni. Jednakże zaczęły się coraz większe problemy zdrowotne. Mieszkałam w akademiku w Krakowie, więc tam poszukałam nowego specjalisty, który pracuje w szpitalu. Znalazłam Poradnię dla Chorych na Stwardnienie Rozsiane w Krakowie, a w niej lekarza-neurologa. Była i nadal jest to pani dr Anna. Zaczęłam przyjmować comiesięczne wlewy Sandogobuliny. Trwało to przez dwa lata. Po przyjęciu pierwszego wlewu czułam się wspaniale. Przetańczyłam całe wesele koleżanki i mogłam nawet podskakiwać w tańcu. Niestety po kolejnych wlewach byłam coraz słabsza. Toteż pani dr po 2 latach zaproponowała mi inny testowany wówczas preparat – Betaferon. Zażywałam go ponad 2 lata i niestety musiałam skończyć, ponieważ wówczas nie był on refundowany przez NFZ, a zwyczajnie oszczędności rodziców się skończyły. Myślę, że gdyby wówczas była możliwość skorzystania z 1% byłabym w lepszym stanie niż obecnie jestem, bo czułam się zdecydowanie lepiej. Choroba jakby trochę się zatrzymała i nie było rzutów.

Dziś mamy 21 wiek, badania nad tą chorobą wciąż trwają i dopiero niedawno wynaleźli Tysabri. Po raz pierwszy jest on nazwany lekiem. Od maja 2009 r. przyjmuję go co miesiąc (zaleca się minimum 2-letnie leczenie), ale niestety nie jest on refundowany przez Państwo. Jednak daje on nadzieję i szansę na poprawę mojego stanu zdrowia. Dlatego też postanowiłam przybliżyć Wam moją historię, z nadzieją, że kogoś z Was ona poruszy, że ktoś z Was pomoże rozpościerać nade mną parasol przyjaznej opieki i pomocy..

Magdalena

DOKUMENTACJA

1 2

APEL

1.Jeżeli mają Państwo wolę, by przekazać darowiznę pieniężną na moje leczenie
i rehabilitację, bardzo proszę
o dokonywanie wpłat: [więcej]



2.Możecie Państwo również pomóc mi przekazując 1% podatku dochodowego na rzecz Fundacji,
w której posiadam subkonto: [więcej]